Po raz pierwszy napisałem książkę z kimś!
Ale mam tremę.
Słuchajcie, po raz pierwszy napisałem książkę z kimś. Myślałem, że to niemożliwe, a jednak się udało, co więcej, poszło całkiem gładko. Sprawę ułatwił fakt, że napisałem tę książkę z moim przyjacielem i biznesowym wspólnikiem. Stworzyliśmy tę książkę jako rozmowę, bo my ogólnie lubimy rozmawiać, a czasami nawet się kłócić. Mimo wszystko nie wierzyłem do końca, że się uda.
A jednak. Mam tremę, bo pierwszy raz piszę o sobie. Owszem, każda książka jest w dużej mierze o autorze, bo każdy autor wie tylko, jak być sobą, bycie innymi ludźmi może sobie jedynie wyobrażać. Potem przebiera się w książkach za tych wyobrażonych ludzi, metaforyzuje swoje trudy, traumy i lęki ich wyobrażonymi przygodami. W tym sensie pisanie prozy jest wygodne. Można się przebrać, pozmyślać, a potem wszystkiemu zaprzeczyć. A tu klops, spada maska, nagle mam być golutki. Owszem, w podcaście już się trochę rozebrałem, ale gadanie i pisanie to coś zupełnie innego. Za obie te rzeczy odpowiadają dwa zupełnie różne sektory mózgu.
Mam tremę, ale jestem też dumny. Mogliśmy pójść na łatwiznę, wrzucić te nasze podcasty w jakieś narzędzie AI, zredagować i wydać. Nie chcieliśmy tego robić.
Chcieliśmy napisać tę książkę od zera. Dać Wam nową, odrębną jakość. Pokazać, na jakim obecnie jesteśmy etapie jako ludzie. Podsumować to, co wiemy i co nam się wydaje na temat trzeźwienia i życia.
Zapraszam Was bardzo serdecznie do lektury. Bardzo, bardzo Wam dziękuję za to, że jesteście.
Żulczyk
Bohaterowie moich książek zawsze byli trochę mną. Łazili moimi śladami, choć za chwilę odbijali w inną stronę. Bo jednocześnie mną nie byli, a ja, pisząc, siedziałem na granicy realnego świata i zmyślenia. Bardzo to lubiłem. Dzięki pisaniu mogłem przeżywać przygody, których normalnie nie przeżywam.
A tu jest inaczej. Przydarzyła mi się książka bez zmyślenia. Książka, której nie jestem szefem. Książka, w której rozmawiam i chwilami spieram się z Jakubem Żulczykiem. Jest to taka książka, która zwykle się chyba nie przydarza. No bo jednak wynika ona z przyjaźni, z zaufania, z dojrzewania, z porozumienia dwóch osób, z pewnej odwagi, ale też z niezwykłego splotu przypadków, który bywa bardziej zaskakujący niż to całe zmyślenie.
Ze zdziwieniem stwierdzam, że ta książka już zmieniła moje życie. Wyrwało mnie jej pisanie z rozleniwienia, z powierzchowności i kilku dzikich pewności na temat własny i innych. Jest to moje drugie spokornienie od czasu odwyku, który miał miejsce kilkanaście lat temu. Bardzo tego potrzebowałem.
No więc nie wiem, jak to się dokładnie stało, ale ta książka jest.
