Trzeba wspierać młodych twórców, stąd nie zamierzałem dzielić się opinią na temat tego gniota, ale wydawnictwo NEWHOMERS tak bombardowało mnie emailami o „ostatniej szansie na ocenę wydawnictwa / książki” (jak to często bywa bez wcześniejszego zapisania się do newslettera i jeszcze długo po unsubscribowaniu), że postanowiłem dać się namówić.
Czytam dużo i nigdy dotychczas nie wywaliłem książki w trakcie czytania. Nie chciałem się poddać dręczącemu poczuciu straty czasu i postanowiłem dać książce szansę do 50 strony. Skapitulowałem na 49.
Zlepek luźnych, nic nie znaczących opinii bohatera na tematy dot. codziennych czynności (czy lubi pić kawę, jaką i w jakim kubku, w ciszy czy siorbając itp) z suchymi danymi liczbowymi wziętymi żywcem kopiuj/wklej z Wikipedii, dotyczącymi trendów i wydarzeń we współczesnym świecie, mającymi robić wrażenie erudycji autora. I tak na zmianę. Od czasu do czasu wtręty szokujących w założeniu zestawień, jak mniemam mających wywołać uśmiech czytelnika: nieszablonowych „filozoficznych” przemyśleń dot. przyziemnych rzeczy typu kibel czy kloaka. Wszystko przyprawione wulgaryzmami, bo przecież inaczej się nie da, jeśli ma to być współczesne.
Poczytałem o książce i posłuchałem wywiadów z autorem i jak zrozumiałem, chyba chodzi o to, że strumień świadomości współczesnego człowieka tak właśnie wygląda: przecenianie swoich opinii na absolutnie każdy temat, zmieszane z danymi, którymi, dzięki smartfonom pod kciukami oczarowujemy wszystkich w koło, łudząc się, że informacje to wiedza, a ta to przecież już właściwie mądrość. Jestem muzykiem i nie przyszłoby mi do głowy skomponować jakiś chłam, mający na celu uświadomić słuchaczom, że we współczesnej kulturze zewsząd zalewa nas miernota.
Nie wypowiada się opinii na temat książki, nie skończywszy jej? Być może na ostatnich dwóch stronach autor nadaje sens godzinom straconym na wszystkich poprzednich. Być może. Ja wolałem nie ryzykować i sięgnąć po coś, co nie sprawia wrażenia przydługiego facebookowego posta grafomana. Zwiodły mnie rekomendacje tej książki od osób, których komentarzy na codzień lubię słuchać: pani Arleta Bojke czy Szymon Mówi (kanał na YT). Serio, do teraz nie wiem, czy oni się po prostu z autorem kumplują, czy ja czegoś jeszcze nie zrozumiałem z tej książki.