- Piotrek, widziałam UFO. Wczoraj - mówi moja matka, Maria, siedząc przy swoim stoliku w mojej restauracji.To właściwie pierwsze, co od niej dzisiaj słyszę. Wcześniej tylko stwierdza mimochodem, że ja w tym czasie piłem, co jest - jak wszystko, co mówi Maria - prawdą.- Oj, mamo… Tabliczkę ci zrobiłem - mówię, pokazując świeży grawer, z nadzieją, że będąc na kacu, uniknę długiej litanii rzeczy, które powinniśmy tutaj jeszcze zmienić, wszystkiego tego, co Maria by zrobiła lepiej. Dopiero w tym momencie uświadamiam sobie, co moja mama mi właśnie przed chwilą powiedziała: że widziała… UFO?! Dopiero w tym momencie uświadamiam sobie, że jej twarz przy tym pobladła, a te oczy, które tak bardzo kocham, zaświeciły mocniej, że to jest news dnia właśnie wyświetlany na czerwonym pasku i nawet zwracanie mi uwagi nie jest w stanie go dłużej powstrzymać. Dopiero w tym momencie zauważam buzię naszej kelnerki i w moment już wiem, że ona już wie, że jestem ostatnią osobą w całej restauracji, która jeszcze nie wie, że Marysia widziała UFO. Wczoraj.- Mamusia poczeka.Wybiegam do kuchni. Kelnerzy i kuchnia na moje równie entuzjastyczne, co badawcze „cześć” odpowiedzieli tylko cichym, zdawkowym powitaniem wymamrotanym pod nosami. Nikt mi w oczy nie patrzy, każdy się zajmuje swoimi sprawami nieporównywalnie pilniej niż na co dzień i już wiem. Powiedziała im wszystkim - zwierzyła się, że widziała UFO. Wczoraj. Już wiem, co oni sobie tam wszyscy myślą - myślą tylko o tym, żeby nic niewłaściwego przy mnie nie pierdolnąć. Przecież to mamusia właściciela, mamusia Piotrusia. „No to cześć”. Moja mama widziała UFO. Wczoraj. Te kilka słów wybrzmiewało w całej restauracji tak długo, mocno i dosadnie jak monolog Szpakowskiego po meczu ze Słowenią w 2009 roku. Te trzy słowa były jak scena otwierająca w Szeregowcu Ryanie. I nie pozostało mi już nic innego, jak iść w to dalej - Normandia, plaża Omaha, lądowanie bez żadnej możliwości odwrotu. Przysiadam się więc z powrotem do mamy.- Widziałaś UFO, tak…[...]- Znasz jakiegoś ufologa, synuś? - pyta mama, przerywając sam już nie wiem, ile trwającą chwilę milczenia i potoki myśli zalewające moją skacowaną głowę z każdej możliwej strony.- Ha! Ja nie znam? Mamusiu, ja znam wszystkich. Prezydentów, premierów, ministrów, piłkarzy i artystów, rumpologa Kazimierza Olszewskiego i Rolanda, co rozdaje ulotki, cały ZIP Skład i Krzysztofa Rutkowskiego. Ufologa też znam!